wtorek, 17 grudnia 2013

Czekając na wiosnę


Magia losowań bierze się pewnie stąd, że czekanie na mecz jest równie klawe jak sam mecz. Daje czas, żeby obudować rywalizację odpowiednimi fabułami – na długo przed pierwszym gwizdkiem. W przypadku Ligi Mistrzów to – podobnie jak same rozgrywki – fabuły najwyższej próby.

Mające najwięcej reprezentantów ligi - angielska z niemiecką - spotkają się tylko raz, ale za to konkretnie: Arsenal zmierzy się z Bayernem. Los ukarał Kanonierów za przegranie ostatniego meczu w Neapolu - i oddanie pierwszego miejsca w grupie - najsurowiej jak mógł, przydzielił im obrońcę trofeum, mocarny Bayern. Ale i Guardiola nie ma lekko - jak już wyrwał się z Katalonii, by gdzie indziej klecić drużynę znów zjawiskową, to poprzeczka nie chce obniżyć się ani o milimetr. Przejął przecież zespół doskonały, który wygrał wszystko i żeby przebić poprzednika musi wygrać trochę więcej niż wszystko - czyli obronić Puchar Mistrzów. I od razu po wstępnej grupowej rozgrzewce trafia na Arsenal, urzekający w tym sezonie jak bardzo dawno nie. Co ciekawe, za początek odbudowy drużyny Wengera uważa się mecz właśnie w Monachium z zeszłego sezonu, wygrany 2:0, gdzie niewiele dzieliło londyńczyków od sensacyjnego awansu.

Anglicy z Hiszpanami także spotkają się tylko raz, ale za to równie elektryzująco - Manchester City zagra z Barceloną. Na los psioczyć mogą i szejkowie, najpierw, w debiutanckich w elicie sezonach, nie umieli wyjść z trudnych grup, a jak już wyszli, to przydzielili im drużynę z Camp Nou. Spotkanie dwóch latynoskich fachowców na ławkach trenerskich; Manuel Pellegrini – żywy dowód na to, że nie tylko piłkarze masowo emigrują z Hiszpanii na Wyspy – wraca na Półwysep Iberyjski z tiki-taką przyszłości?  Szybszą, prostszą, skuteczniejszą? Spotkają się też koledzy z ataku reprezentacji Argentyny, marzący, by razem porozrabiać za niedługo w Brazylii. Messi kontra Aguero, o ile będą zdrowi, na dzień dzisiejszy obaj nie grają. Trener Martino zamierzał trafić z najwyższą formą na dwa ostatnie miesiące sezonu, teraz musi chyba pozmieniać nieco plany, żeby nie pożegnać się z Ligą Mistrzów zanim wiosna rozpocznie się na dobre. Ktoś pamięta, kiedy ostatnio Barcelona odpadła już w lutym?

Spokojniejszą przeprawę powinien mieć drugi klub z Manchesteru. David Moyes w końcu ma szczęście - przynajmniej na papierze - i zagra z Olympiakosem.

Łatwiej niż Arsenal i City ma też Chelsea, która zagra z Galatasaray. Podróż sentymentalna Didiera Drogby w rodzinne strony. Na Stamford Bridge spotka kompanię braci - Terrego i Lamparda - oraz futbolowego ojca Mourinho. Podobnie zresztą jak i Wesley Snejider, który przy Portugalczyku rozgrywał sezon życia (wygrał z Interem Ligę Mistrzów, z Holandią zdobył wicemistrzostwo świata). I pomyśleć, że byli tacy, którzy wykpiwali obydwu graczy zarzucając im udanie się na dobrowolną przedwczesną emeryturę gdzieś na prowincji wielkiego futbolu. Ładna mi emerytura – Iworyjczyk z Holendrem przeprowadzili decydującą akcję wyrzucającą za burtę wielki Juventus.

Smutno może wyglądać rywalizacja Atletico z Milanem. Wścieklizna graczy Simeone ma klasyczne objawy: jak tylko poczują krew, najmniejszą słabość, czy choćby i chwilę zawahania, to natychmiast rzucają się swoim ofiarom do gardeł, bez szans na litość. Milan przypomina ledwie zipiącego umarlaka, symbolami ich degrengolady są nawet chwile triumfu – obrazki z szalonej radości po golach strzelanych drwalom w Glasgow, czy zwycięski remis z dzieciarnią z Amsterdamu. I mimo że – o paradoksie! - jako jedyni Włosi przetrwali rozgrywki grupowe, już widzę śliniących się piłkarzy z Madrytu. Jeden zmartwychwstały Kaka to za mało.

Jeszcze lepiej niż sąsiedzi zza miedzy trafił Real - zagra z Schalke. Obowiązek do odbębnienia.   

Borussia Dortmund zmierzy się z Zenitem i – mimo że ma swoje problemy – trudno przypuszczać, by z Rosjanami sobie nie poradziła. Ludy wschodnie tradycyjnie mogą nie wybudzić się na czas z ligowej przerwy zimowej.

W ostatniej parze Bayer Leverkusen zmierzy się z PSG i ciężko tu o inną fabułę niż rozgrzewający spacerek paryskich książąt. Będzie mógł podokazywać sobie Zlatan, będą mogli poużywać sobie ci, którzy w nadzwyczajnych wyczynach Szweda widzą popisy giganta znęcającego się nad malutkimi. I szybko przypomną, że Ibra więdnie w meczach z elitą. Przyjdzie mu poczekać do ćwierćfinałów, by udowodnić, że jest inaczej.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz