Oglądając
transmisję któregoś z inauguracyjnych meczów Crystal Palace zachwyciła
mnie atmosfera panująca na Selhurst Park. Nieduży stadionik beniaminka w
południowym Londynie rozśpiewany był, jak na standardy brytyjskie, wybitnie. A
że - nie zwierzałem się jeszcze z tego - atmosfera na trybunach kręci mnie
równie mocno, jak wydarzenia boiskowe, urokowi gospodarzy uległem od pierwszego
wejrzenia (albo lepiej: słyszenia). Zachwyciła mnie zwłaszcza ciągnięta, mimo
przegrywania, przez kilkanaście minut pieśń. O ta:
Uległem
tym bardziej, że zorganizowana kibicowanie w Anglii jest wyjątkowo trudne i
wiele jest tego przyczyn, a wyliczenie ich przerosłoby możliwości blogowej
notki. Poprzestanę na absurdach, do których dochodzi jednak na wielu
stadionach; jednemu z kibiców cofnięto karnet, bo - jak mógł przeczytać w
uzasadnieniu - zbyt ostentacyjnie okazywał radość po strzelonych golach, na
innym stadionie okazywanie radości precyzował przepis - można było cieszyć się
na stojąco maksymalnie piętnaście sekund po bramce. Darujcie mi dowody i nazwy
zespołów - głupocie robić reklamy nie zamierzam.
Ograniczanie
zorganizowanego kibicowania korzystne jest dla właścicieli klubów, zwłaszcza
tych zagranicznych, których coraz więcej pojawia się w medialnej Premiere
League. I którzy traktują klub jak swoją, i tylko swoją, własność. Vincent Tan,
malezyjski pomylony właściciel Cardiff, pozmieniał barwy i herb klubowy na
bardziej, w jego mniemaniu, medialne. Część kibiców odwróciła się od nowego tworu, założyła własną
drużynę i gra w najniższych ligach.
Egipski właściciel Hull City, Assem Allam, stwierdził, że zmieni nazwę
109-letniego klubu na Hull Tigers, żeby było, w jego mniemaniu, bardziej nowocześnie. Protestującym
kibicom kazał nie wtrącać się w jego, i jego firmy, prywatne sprawy. Blokowanie
zorganizowanego kibicowania to więc blokowanie protestów przeciw takim
praktykom.
W ostatni weekend protestować próbowali fani Birmingham. Chcieli wywiesić taką oto flagę...
W ostatni weekend protestować próbowali fani Birmingham. Chcieli wywiesić taką oto flagę...
... ale ochrona do tego nie dopuściła.
Tym bardziej zachwyca Crystal Palace, na inauguracyjny, derbowy mecz z Tottenhamem, południowi londyńczycy postarali się nawet o efektowną, opartą na motywie Piły, oprawę:
To klub bez wielkich sukcesów, mimo że ponad stuletni, to lawirujący wiecznie między ligami. Latem 2010 roku groziła Orłom całkowita likwidacja, byli pod zarządem administracyjnym, w połowie rozgrywek odjęto im dziesięć punktów, co oznaczało heroiczną walkę o utrzymanie do ostatniej kolejki Championship. Udało się, a po trzech latach, już z nowym właściciele, zawitali londyńczycy w szeregi najlepszych.
Tu z początku szło fatalnie, leżeli gracze Crystal Palace na dnie tabeli, ale - jako nieuleczalny futbolowy romantyk - święcie wierzyłem, że uda im się utrzymać, zwłaszcza z takimi kibicami, którzy na elitę wybitnie zasługują. I powinni w niej być dla dobra samej elity. Wierzyłem, mimo, ze fachowcy w pewnym momencie wróżyli zespołowi, że pobije żałosny rekord Sunderlandu w najmniejszej ilości uciułanych punktów (bodajże 15). Karta, na szczęście, odmieniła się po przecięciu zespołu przez Tonego Pulisa. Tak, to ten od Stoke, i rzeźbionego tam futbolu z innej - opartej na prostej grze górnymi piłkami - ery (upraszczając, tak jak upraszczał grę Pulis). Pod jego wodzą zespół wygrał kilka ważnych meczów, wygrzebał się ze strefy spadkowej, ale walczył będzie, razem ze swoimi kibicami, o utrzymanie pewnie do końca.
Tak walczyli fani w niedawnym derbowym meczu z Arsenalem na, cichym jak biblioteka, Emirates, tworząc kapitalną atmosferę przez całe spotkanie (chociaż akurat tam przekrzyczeć kilkadziesiąt tysięcy gospodarzy potrafi nawet garstka mruczących gości):
Angielski, znakomity przecież, futbol powinien mieć odpowiedni klimat na trybunach. To chyba jedyne czego mu brakuje do ideału. Mimo wiecznie powtarzanych frazesów, głównie przy okazji telewizyjnych transmisji, o świetnej atmosferze na brytyjskich stadionach, ta podobna jest w większości przypadków do arsenalowej. Grobowa cisza przerywana spontanicznymi okrzykami przy co bardziej podniecających sytuacjach. Niech więc chociaż towarzyszy śpiew kibiców Crystal Palace elicie jak najdłużej.



Brak komentarzy :
Prześlij komentarz