poniedziałek, 17 lutego 2014

Wiosna - w Lidze Mistrzów - nadeszła


Moja pierwsza blogowa notka powstała zaraz po losowaniu par 1/8 Ligi Mistrzów. Zarysowałem wtedy delikatnie - jeszcze przez zimą - fabuły wiosennych meczów na szczytach, nie mogąc się owej wiosny doczekać A skoro nadeszła, przynajmniej ta piłkarska, to warto odświeżyć ówczesne wróżenie. Wszystko aktualne, może poza szczęściem Manchesteru, bo wychodzi na to, że to farta miał Olympiakos trafiając na ekipę Moysa i może liczyć na równą rywalizację, w lidze - uwaga! - na 25 meczów wygrał 23, tylko dwa razy zremisował, strzelił 74 gole, stracił ledwie 9, prowadzi z 20 punktami przewagi. Uff.. Drżyjcie Czerwone Diabły? 

Arsenal nieco podbudował się w weekend wygrywając w FA Cup z Liverpoolem, ale zdecydowanym faworytem pozostaje Bayern, zwłaszcza, że Kanonierzy są w środku niezwykle trudnej kampanii (mecze z Liverpoolem i United już za nimi, teraz Bayern, za chwilę znów Bayern, dalej Tottenham, Chelsea, City..)

Odbudowało się też po chwilowej zadyszce City - ograło w Pucharze Anglii Chelsea. Barcelona odzyskała Messiego, Neymara, pozycję lidera i chwilowy spokój. Nie będzie chyba pojedynku Aguero - Messi, bo ten pierwszy raczej nie zagra. Szkoda, chociaż pojedynek i tak zapowiada się pasjonująco.

Chelsea jeszcze silniejsza niż jesienią, spróbują się jej postawić dawni kompanii Mourinho - Snejider i Drogba. 

Atletico z delikatną zadyszką, ale ze słaniającym się Milanem - nawet z nowymi graczami (Honda, Taraabt) i trenerem (Seedorf) - nie powinien mieć problemów.

A jesienna notka poniżej.

***

Magia losowań bierze się pewnie stąd, że czekanie na mecz jest równie klawe jak sam mecz. Daje czas, żeby obudować rywalizację odpowiednimi fabułami – na długo przed pierwszym gwizdkiem. W przypadku Ligi Mistrzów to – podobnie jak same rozgrywki – fabuły najwyższej próby.

Mające najwięcej reprezentantów ligi - angielska z niemiecką - spotkają się tylko raz, ale za to konkretnie: Arsenal zmierzy się z Bayernem. Los ukarał Kanonierów za przegranie ostatniego meczu w Neapolu - i oddanie pierwszego miejsca w grupie - najsurowiej jak mógł, przydzielił im obrońcę trofeum, mocarny Bayern. Ale i Guardiola nie ma lekko - jak już wyrwał się z Katalonii, by gdzie indziej klecić drużynę znów zjawiskową, to poprzeczka nie chce obniżyć się ani o milimetr. Przejął przecież zespół doskonały, który wygrał wszystko i żeby przebić poprzednika musi wygrać trochę więcej niż wszystko - czyli obronić Puchar Mistrzów. I od razu po wstępnej grupowej rozgrzewce trafia na Arsenal, urzekający w tym sezonie jak bardzo dawno nie. Co ciekawe, za początek odbudowy drużyny Wengera uważa się mecz właśnie w Monachium z zeszłego sezonu, wygrany 2:0, gdzie niewiele dzieliło londyńczyków od sensacyjnego awansu.

Anglicy z Hiszpanami także spotkają się tylko raz, ale za to równie elektryzująco - Manchester City zagra z Barceloną. Na los psioczyć mogą i szejkowie, najpierw, w debiutanckich w elicie sezonach, nie umieli wyjść z trudnych grup, a jak już wyszli, to przydzielili im drużynę z Camp Nou. Spotkanie dwóch latynoskich fachowców na ławkach trenerskich; Manuel Pellegrini – żywy dowód na to, że nie tylko piłkarze masowo emigrują z Hiszpanii na Wyspy – wraca na Półwysep Iberyjski z tiki-taką przyszłości?  Szybszą, prostszą, skuteczniejszą? Spotkają się też koledzy z ataku reprezentacji Argentyny, marzący, by razem porozrabiać za niedługo w Brazylii. Messi kontra Aguero, o ile będą zdrowi, na dzień dzisiejszy obaj nie grają. Trener Martino zamierzał trafić z najwyższą formą na dwa ostatnie miesiące sezonu, teraz musi chyba pozmieniać nieco plany, żeby nie pożegnać się z Ligą Mistrzów zanim wiosna rozpocznie się na dobre. Ktoś pamięta, kiedy ostatnio Barcelona odpadła już w lutym?

Spokojniejszą przeprawę powinien mieć drugi klub z Manchesteru. David Moyes w końcu ma szczęście - przynajmniej na papierze - i zagra z Olympiakosem.

Łatwiej niż Arsenal i City ma też Chelsea, która zagra z Galatasaray. Podróż sentymentalna Didiera Drogby w rodzinne strony. Na Stamford Bridge spotka kompanię braci - Terrego i Lamparda - oraz futbolowego ojca Mourinho. Podobnie zresztą jak i Wesley Snejider, który przy Portugalczyku rozgrywał sezon życia (wygrał z Interem Ligę Mistrzów, z Holandią zdobył wicemistrzostwo świata). I pomyśleć, że byli tacy, którzy wykpiwali obydwu graczy zarzucając im udanie się na dobrowolną, przedwczesną emeryturę, gdzieś na prowincji wielkiego futbolu. Ładna mi emerytura – Iworyjczyk z Holendrem przeprowadzili decydującą akcję wyrzucającą za burtę wielki Juventus.

Smutno może wyglądać rywalizacja Atletico z Milanem. Wścieklizna graczy Simeone ma klasyczne objawy: jak tylko poczują krew, najmniejszą słabość, czy choćby i chwilę zawahania, natychmiast rzucają się swoim ofiarom do gardeł, bez szans na litość. Milan przypomina ledwie zipiącego umarlaka, symbolami ich degrengolady są nawet chwile triumfu – obrazki z szalonej radości po golach strzelanych drwalom w Glasgow, czy zwycięski remis z dzieciarnią z Amsterdamu. I mimo że – o paradoksie! - jako jedyni Włosi przetrwali rozgrywki grupowe, już widzę śliniących się piłkarzy z Madrytu. Jeden zmartwychwstały Kaka to za mało.

Jeszcze lepiej niż sąsiedzi zza miedzy trafił Real - zagra z Schalke. Obowiązek do odbębnienia.   

Borussia Dortmund zmierzy się z Zenitem i – mimo że ma swoje problemy – trudno przypuszczać, by z Rosjanami sobie nie poradziła. Ludy wschodnie tradycyjnie mogą nie wybudzić się na czas z ligowej przerwy zimowej.

W ostatniej parze Bayer Leverkusen zmierzy się z PSG i ciężko tu o inną fabułę niż rozgrzewający spacerek paryskich książąt. Będzie mógł podokazywać sobie Zlatan, będą mogli poużywać sobie ci, którzy w nadzwyczajnych wyczynach Szweda widzą popisy giganta znęcającego się nad malutkimi. I szybko przypomną, że Ibra więdnie w meczach z elitą. Przyjdzie mu poczekać do ćwierćfinałów, by udowodnić, że jest inaczej.


6 komentarzy :

  1. I stało sie! Javier z lekką kontuzją po niedzielnym treningu, oszczedzany w lidze na LM a szansa spora ze moze nie zagrać, i kto zagra? Poyol nie moze rozegrac dwóch meczy z rzędu (nie wiedzieli o tym w okienku transferowym..jednym czy drugim) i na najlepszy atak u siebie w europie bedzie grał młody Bartra - ten z kolei nawet za 10 lat bedzie dla mn młody, młody czyt. słaby - nie szukam powodu zeby psioczyc boje się poprostu tej rywalizacji a mam wraznie ze nie zrobiono wszystkiego by ją tak zwyczajnie przejsc i grac dalej, odczuwam raczej głupote dawnego realu: na boolączki w obronie kupuje się napastnika hm wspaniały wieczór by tenże napastnik zamknął mi usta, niech pierdolnie dwie, niech to bedzie jego wieczóer, niech..

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet jak to będzie jego wieczór, to nie zmieni faktu, że obrona wymaga wzmocnień bez dwóch zdań. Mecz szykuje się pasjonujący. Powiem szczerze, że stawiałbym na City zdecydowanie gdyby nie dwa szlagiery, które przegrali bezdyskusyjnie - ten z City i ten z Chelsea. Oba u siebie. Guardiola z Mourinho dali Pellegriniemu lekcję futbolu, pytanie tylko, czy stać Barcę na wzbicie się na taki poziom?

    OdpowiedzUsuń
  3. Polityka transferowa nie bez przyczyny zwie się polityką. Nasza wiedza oparta na doniesieniach mediów jest zwyczajnie szczątkowa, a tam gdzie w grę wchodzą poważne pieniądze, zawsze jest wiele znaków zapytania. Czy oddanie Thiago za półdarmo było rozsądne patrząc na starzejącą się linię środkową? Obrona kuleje nie od wczoraj i narzekać można co sezon. Bartra zamiast się ogrywać, grzeje ławę a grają Puyol z Mascherano i Pique. w którymś meczu chyba zaszłej zimy przecież Adriano grał na stoperze... Czyli problem jest widoczny od dawna, ale "polityka" transferowa jednak ma inne priorytety. Na pewno dużo lepiej schodzą koszulki ofensywnej petardy niż kogoś z defensywy. Tylko jakie to ma kurwa przełożenie na dzisiejszy mecz? boję się że niestety mało pozytywne i dużo cenniejszym jest najpierw bramki nie stracić żeby potem strzelić...

    OdpowiedzUsuń
  4. Czyli, że co? Nadchodzi czas City? Stawiam tezę, że najsłabszym ogniwem obywateli jest ich trener. On wygrał w Europie, w całej swojej karierze, tylko Puchar Intertoto. Ostatnio pokazali mu miejsce w szeregu Mou i Pep. I to na jego włościach. Rok temu przegrał mecz nie do przegrania z BVB. Z Realem obił ich Lyon w 1/8. Świetny trener, tylko czegoś brakuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. w takim razie jak oceniać Martino?;) dla mnie mimo wszystko większe szanse ma Barca a to dlatego, że City nie nastawia się na obronę a la Chelsea i obym się nie mylił!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja Martino oceniam bardzo dobrze, ogólnie, ale prawda jest taka, że mądrzejsi będziemy po meczu ;)

    OdpowiedzUsuń