piątek, 18 kwietnia 2014

Money time


W Wielką Sobotę rusza decydująca faza rozgrywek NBA, pokusiłem się więc o ogólne refleksje, bez wskazywania faworytów i prognozowania, kto kogo, o najlepszej koszykarskiej – a może w ogóle o najdoskonalszej sportowej? – lidze świata.

Zanim o tych, co zagrają, słówko o nieobecnych.

Po raz pierwszy w historii ligi nie wystąpią w decydującej fazie ani Boston Celtics, ani Los Angeles Lakers, ani New York Knicks. Bostończycy są w fazie przebudowy, ich starzy mistrzowie służą doświadczeniem gdzie indziej (został jedynie zjawiskowy Rajon Rondo), który w dodatku dopiero w połowie sezonu wrócił po długiej kontuzji. Lakersi – było do przewidzenia – najgorszy sezon od lat. Nieobecny Kobe Bryant udowodnił swoją nieobecnością, że ma kluczowe znaczenie dla wyników drużyny. W zeszłym sezonie Kobe wciągnął za uszy, równie słabych Lakersów, do playoff. Jego heroiczne wyczyny z końcówki zeszłego sezonu przejdą do legendy. Heroizm w dodatku okupiony kontuzją. Leciwy już gwiazdor, ciągnący zespół niemal w pojedynkę, tak wyeksploatował organizm, że ten w decydującej fazie odmówił posłuszeństwa, a Kobe, w zeszłorocznym playoff, do którego tak szalenie dążył, w ogóle nie zagrał. A po półrocznej przerwie, w połowie tego sezonu, kontuzja zaraz się odnowiła. Osierocony zespół nie miał szans. Mizeria Knicksów też zatrważająca, co o tyle dziwne, że skład jest pełen talentów. Małym usprawiedliwieniem są kontuzje – praktycznie przez cały sezon ktoś wypadał, trener Woodson co chwila zestawiać zespół musiał inaczej. Nie wiadomo, czy na kolejny rok zostanie nowojorski gwiazdor Carmelo Anthony, wokół którego budowano drużynę. Melo chce mieć gwarancję grania w zespole, który ma szansę rywalizacji z najlepszymi, a taką ekipę ma budować legendarny Phil Jackson, który pod koniec sezonu został prezydentem klubu.

Nie zagra w playoff również była drużyna Marcina Gortata, Phoenix Suns. Ekipa grająca najefektowniejszą, obok Golden State, koszykówkę, niemal do końca biła się o awans. I była największą rewelacją rozgrywek – przed sezonem skazywani na ostatnie miejsca zachwycili publikę dynamiczną, żywiołową i ofensywną grą. W składzie ma mnóstwo młodych, piekielnie utalentowanych graczy, których znakomicie poukładał Jeff Hornacek, były świetny koszykarz Utah Jazz, trenerski debiutant. Słońca nie awansowały przez siłę Zachodu – z takim bilansem (48-34) na Wschodzie uplasowaliby się na trzecim miejscu! Są dopiero czwartym zespołem w historii, który nie awansował do playoff z bilansem 48+.

Główne pytanie – czy Miami trzeci raz z rzędu sięgną po tytuł? Czy zagrają po raz czwarty z kolei w wielkim finale? Jak na moje – będzie cholernie trudno. Oddali pierwsze miejsce na Wschodzie Indianie, czyli ekipie, która jako jedyna w ostatnich latach próbuje się im przeciwstawić w Eastern Conference. Stracili więc ewentualną przewagę parkietu w finale konferencji. A jeśli chodzi o Zachód – to lepszy bilans mają tam nie tylko San Antonio Spurs, ale także Oklahoma i Clippersi, a taki sam – Houston i Portland.

Wiele zależy od tego, w jakim zdrowiu będzie Dwyan Wade. Już w poprzednim sezonie borykał się z problemami, w tym sezonie jest podobnie, Miami – wobec słabej postawy Indiany w końcówce sezonu – miało szansę na pierwsze miejsce na Wschodzie, ale przegrywało zastraszająco często. Przy czym trzeba pamiętać o nieśmiertelnej właściwości mistrzów – oni mobilizują się wybitnie na money time, czyli czas kluczowy, decydujące momenty; jak w poprzednim finale, kiedy omal nie oddali na własnym parkiecie mistrzostwa Spurs.

Pytanie, czy ktoś może zaszkodzić finałowi Wschodu Indiana – Miami? Pacers w pierwszej rundzie grają z Atlantą, która końcówkę sezonu miała tragiczną, ale w bezpośrednich grach trzy razy graczy z Indianapolis ograła. Jest jeszcze Chicago, znów bez swojej gwiazdy Derrica Rose’a, ale o sile Bulls stanowi kolektyw, szaleńca obrona, wzajemne poświęcenie. To takie Atletico Madryt koszykówki, nawet ich trener, Tom Thibodeau, wpisuje się w konwencję Diego Simeone – fanatyk zespołowości i gry obronnej. Na drodze Miami stanąć może Brooklyn z bostońskimi starymi wygami – Piercem i Garnettem – którzy z Heat i LeBronem mają rachunki do wyrównania. Co ciekawe, wszystkie cztery mecze sezonu zasadniczego nowojorczycy z Miami wygrali.

O Zachodzie to już w ogóle trudno cokolwiek powiedzieć. Może oprócz tego, że znów cholernie mocno trzymają się San Antonio. Co roku powtarza się frazę o starości weteranów, ich etapie schyłkowym, a im mocniej się to akcentuje, tym ekipa Popovicha gra lepiej. Teraz, jako jedyni, wygrali ponad 60 meczów (62-20), jak zawsze imponują kolektywem i pracą zbiorową. Powtórka z finału zeszłego roku zapowiadałaby się pasjonująco, zwłaszcza, że Spurs pewnie nie mogą wybaczyć sobie tego, jak frajersko oddali mecz nr 6 w Miami, który powinien dać im tytuł. Zrobili tam wszystko, co mogli, by mistrzostwa nie wygrać.

Ale czy do finału uda im się dotrzeć? Zachód imponuje tradycyjną siła – Clippersi odnieśli rekordowe w historii klubu 57 zwycięstw, na ławce mają fachurę Doca Riversa, trenera  t a m t e g o  Bostonu. Jest Oklahoma, której lider Kevin Durant w tym roku odbierze MVP sezonu zasadniczego (chociaż osobiście nie wierzę, by jakikolwiek zespół z Russellem Westbrookiem mógł odnosić sukcesy). Jest Houston Rockets, gdzie odnalazł w końcu swoje miejsce Dwight Howard, u boku Jamesa Hardena, czy Jeremiego Lina. Jest w końcu Dallas, z którymi Spurs grają w 1.rundzie. Wprawdzie obili Maverics w sezonie zasadniczym cztery razy, ale playoff to inna para kaloszy, a stary dobry Dirk wciąż wie, jak wygrywać.

Coby nie pisać – będzie ciekawie. W dodatku bóg sportu fenomenalnie to wszystko poukładał. NBA wchodzi w decydującą fazę w momencie, gdy piłkarskie emocje pomału się kończą – ligi dogaszają swoje rozgrywki, w lidze mistrzów zostały trzy mecze. A kiedy piłkarskie emocje wygasną już całkowicie – rozpali się decydującym płomieniem koszykówka za oceanem. A jak i tam wszystko będzie już wiadomo, to, zanim wystartują ligi na powrót, mamy Mistrzostwa Świata w Brazylii. Oglądać nie umierać. Wiosenno – letnie przesilenie w tym roku pewne. 

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz