środa, 17 grudnia 2014

Legia, Ajaks i cała reszta

Tak naprawdę to wszystkich interesowało jedno - co to będzie za zespół, który przyjedzie na Łazienkowską, a którego nikt nie zobaczy. Mnie absurd sytuacji tak powykrzywiał mózg, że chciałem jak największych ogórów, coby szkoda była jak najmniejsza. Bo jak inaczej? Przyjedzie porządna firma, a takie u nas, nie oszukujmy się, goszczą rzadko, a już zwłaszcza na wiosnę, bo przecież wiosną to my sami gościmy rzadko gdziekolwiek. Więc renomowany zespół, mecz roku w Polsce, jeszcze może – nie bójmy się marzyć – byśmy ich jakoś przepchnęli i takie epokowe wydarzenie w absurdalnej scenerii pustego stadionu. Ot, futbolowe święto po polsku.

Jest Ajaks, kawał legendy, trochę teraz jednak przyblakłej. Ale to zawsze Ajaks. Młodziki wyszkolone w kapitalnym futbolowym uniwersytecie, z naszym Milikiem w dodatku, co dodaje jeszcze smaczku. Piękny dwumecz się szykuje, więc włodarze legijni całkiem słusznie wpadli na koncept, żeby kary tak poprzekładać, coby Ajaks tłumy mogły zobaczyć, a stadion pustką świecił w przyszłym sezonie na jakimś meczu preeliminacji z półamatorami dla przykładu z Walii. Sprytne, trzeba przyznać, i kibicować trzeba takiemu rozwiązaniu całym sercem, może się UEFA zlituje, może trybuny otworzy, może weźmie pod uwagę, że Legia to klub specjalnej troski, bo raz burdel ma w papierach i wyrzucać ich trzeba z pucharów przez głupotę działaczy, innym razem zamykać stadion przez tych, co im się wydarzenia pomyliły i myśleli, że z kamerą wśród zwierząt w Lokeren kręcą. I wczuli się w rolę szympansów całkiem przekonywująco.

To też ciekawe. Ajaks to wymarzony rywal dla Żylety przecież. Logistyka piękna – do Amsterdamu blisko, autostrada non stop, w dzień można pyknąć. Relatywnie tanio. Miasto cud miód, bo i zajarać można na legalu, i na Red Lights skoczyć, co kto lubi. Stadion ogromny – biletów nie trzeba by wydzielać. Sektor gości wysoko pod dachem, z dopingiem można by polecieć aż miło. I ogólnie klawo się pokazać. I przyjaciół zaprosić z Hagi – dla nich to smaczek też przecież, Ajaks to ich największa kosa, blisko mają, ugościć i warszawiaków mogliby wspaniale. Wyjazd – marzenie. No, ale skoro małpopodobnych werbalnie nie udaje się ogarnąć, to jest jak jest. Piękny samobój lubiących wyjazdy.

Ale może karę uda się jakoś odwiesić. Jedno mnie ciekawi – jak to legijni działacze się odwołują? Chodzi im tylko o mecz u siebie, czy zakaz wyjazdowy też chcą przenieść? W pakiecie się odwołują, czy wręcz przeciwnie – nawet na rękę by im było, by UEFA zakaz wyjazdowy podtrzymała ewentualnie, mniejsze ryzyko problemów potem, biorąc pod uwagę gości z Hagi na stadionie. Zresztą, można przypuszczać, że tak czy siak goście z Hagi na stadionie w Amstedamie pojawić się mogą jakoś, w końcu Holendrzy oni są przecież, wszystko zależy jak Ajaks będzie dystrybuował bilety. Może nawet warszawiacy się jakoś wcisną. Może w tym Amsterdamie jeszcze być ciekawie..

Ciekawie w ogóle jest w tej Lidze Europejskiej. Nie kupuję tekstów, że tam jest nuda i nikt nie chce tego oglądać. Mogą tak gadać tylko ci, którym w głowie jeno Reale i Bayerny. Których wyobraźnia i zainteresowania nie sięgają dalej niż popisy Messiego i Ronaldo. Fakt, może i poziom nieco niższy, wiadomo, ale emocji często więcej, mniej kalkulują tam i więcej piłki – jak to mawiał mędrzec Engel – na tak. A jak jeszcze teraz UEFA wymyśliła, i trzeba powiedzieć – dobrze wymyśliła – że zwycięzca ma gwarantowane miejsce w Lidze Mistrzów, to już w ogóle pysznie może być.

Bo taki Tottenham na przykład, to przez ligę angielską to za dziesięć lat najszybciej znowu się dostanie do Champions League, więc ma o co grać. Tyle że trafił na Fiorentinę, której też się marzy elita, ale przez włoską im ciężko, choćby z tego powodu, że włoska coraz słabsza, to i mniej miejsc w pucharach makarony mają. Klawa bitwa się szykuje, bez ściemniania.

Podobnie Liverpool – sezon poprzedni miał wspaniały, a w tym bida straszna, o czwórce nie ma co marzyć, więc lać się warto w Lidze Europesjkiej na całego. Na początek mają Besiktas i faworytem wcale być nie muszą. Turcy prowadzeni przez Bilica minimalnie Ligę Mistrzów przegrali z Arsenalem, potem wygrali grupę z Tottenhamem w LE, teraz spokojnie mogą objechać The Reds. Łatwiej ma Everton, kolejna ekipa angielska, której marzy się w kraju czwórka, ale większych szans na nią nie mają, więc powinni się mobilizować w te czwartki szczególnie. Na początek wiosny mają teoretycznie łatwo – Young Boys Berno.

Tottenham. Liverpool. Everton. Jest jeszcze Inter, który pałęta się gdzieś w środku ligowej tabeli (gra z Celtikiem). Napoli (z Trabzonsporem). Sevilla Krychowiaka (ma Monchengladbach). Athletic Bilbao, które nie ma raczej ponownych szans na podium w Hiszpanii (kontra Torino Glika). Wszystkie te kluby powinny wybitnie spinać się na pucharowe czwartki, bo nagrodą główną jest wymarzona Ligi Mistrzów. A jak do tego dodać jeszcze zesłaną stamtąd Romę (gra z Feyenoordem), Sporting (kontra Wolfsburg), czy Zenit (przeciw PSV), to Liga Europejska zapowiada się naprawdę dobrze dla koneserów futbolu trochę szerszego niż kilka klubów z topu.

A nas, Polaków, szczególnie powinna przyciągać, w końcu to do Warszawy zjadą się na finał najlepsi. I będzie można ich zobaczyć na żywo. Narodowego chyba nam nie zamkną.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz