poniedziałek, 15 grudnia 2014

O losowaniu 1/8 LM słów kilka


Zadzwonił do mnie wujek Staszek. Wujek Staszek to fan piłki straszny, ale i straszny cynik. Mówił tak:

„No i jak tam po losowaniu, hm? Znowu mogą marudzić ci, co uważają, że w Lidze Mistrzów ciągle to samo i to samo. Bo dwie pary identyczne są jak przed rokiem. Real znów zagra z Schalke i znów pewnie nawet za bardzo się nie spoci – odbębni dwa sparingi w tygodnia i tyle. I dobrze tym Niemcom! Raz, że fuksem wyszli z grupy kosztem Sportingu – pamiętasz ten wałek z meczu z Portugalczykami, jak im sędzia wydrukował karnego z dupy na 4:3? Aż teorie spiskowe się pojawiły, że sędziowie pomagają Niemcom, bo Gazprom ich (w sensie Niemców) potężny sponsoruje, tak tak, ten sam, co jest strategicznym sponsorem Ligi Mistrzów. I Sportingowi tych punktów zabrakło. A dwa – to właśnie ten Gazprom, niech odpadają kluby, które mają takich fajnych dobrodziejów, jeszcze brakuje tego, żeby towarzysz Putin się w pucharowe środy pojawiał w ichniejszej loży. Dwucyfrówka od Realu w dwumeczu i aufwiederschein. Cy jak to tam się mówi.

No i Barcelona – City. Znów to samo. I znów ciężko wskazać faworyta. City może marudzić, że los im nie sprzyja w losowaniach. Albo do grup śmierci trafiają albo na potęgi od razu na wiosnę. Ale to zawsze tłumaczenie glinianych kolosów, jak się jest dobrym, to się przechodzi każdego bez marudzenia, jak się jest europejskim średniakiem, to się wymyśla milion powodów, czemu się nim jest. To tak samo, jak Arsenal, ale to za chwilę. Więc będzie stara śpiewka City, że znów trafili na potęgę i odpadli, albo będzie wielki triumf. Tyle, ze Barcelonie do dawnej potęgi trochę brakuje, zwłaszcza na tyłach i w pomocy, jak się Święta Trójca w ataku nie spisze, to może być ciężko. Wyrównanie tu. Jedno jest pewne – kto odpadnie, ten zwiększy swoje szanse w krajowej lidze. Cała wiosna bez pucharów, można się będzie skoncentrować na kraju, bo wiosenna sieczka w Europie wykrwawia konkretnie.

No, chyba że jest się gladiatorami Diego Simeone. Ich nic nie wykrwawiało w zeszłym roku. Mistrzostwo Hiszpanii i prawie wygrany finał Ligi Mistrzów. Trafili teraz na Leverkusen, na spokojnie ich objadą. Nie łudźmy się – Niemcy mogą wypuszczać z grup wszystkie cztery zespoły, ale dwa z nich to tylko przystawki, i tak Schalke jak i Bayer polegną z ekipami z Madrytu bez szemrania. Simeone i jego wojownicy zbyt zaprawieni są w bojach, żeby odpaść z drugim niemieckim garniturem.

Dortmund też powinien sobie poradzić. Mogą leżeć na dnie Bundesligi, ale na konkretne wieczory na najwyższym poziomie mobilizują się mistrzowsko. Czyli odwrotnie niż Juventus. Ci mogą prawie nie przegrywać z nikim we Włoszech przez 3 lata, a w Lidze Mistrzów biedują okropnie. Teraz wyjść im się udało, ale wyżej nie podskoczą, mimo, że talentu mają więcej niż w Dortmundzie. Ale Kloppowy bend pogra jeszcze trochę rock and rolla, nie wierzę, że nie. To ekipa stworzona do wielkich meczów. Na Juventus wystarczy – i niech Włosi wracają tam, gdzie mogą pokozaczyć, czyli na włoski zaścianek.

Nad Bayernem nie warto się zastanawiać. Szkoda Szachtara, wielka szkoda. To fajna historia jest, romantyczna taka. Wygnała ich wojna z Doniecka, tułają się po Lwowach jakiś, stali się klubem całej Ukrainy. I świetnie kopią ci Brazylijczycy z Szachtara, naprawdę dobrze. No, ale na Bayern to chyba za dużo. Chyba, bo w piłce nigdy nic nie wiadomo, a historia byłaby jeszcze piękniejsza, jakby bezdomni ten wielki Bayern, no wiesz.. Ja tam będę trzymał kciuki.

A! O Arsenalu miałem przecież wspomnieć. Wenger niby w kościele wymodlić chciał, żeby tym razem nie wpaść na silnych. Ale wiesz jak to jest, jak się jest słabym, to się prawie zawsze wpada na silnych. I ten Arsenal jest od lat słaby, więc na kogo by nie wpadł - to silniejszy. A jak się jeszcze nie umie nigdy grupy wygrać, to już w ogóle pod górkę potem. Więc tak się te ofermy z Londynu przez lata tłumaczyły, że pech. A ja bym im odpowiedział cytatem z Tarantino: - Jakbyście byli lepsi, to jeszcze byście żyli. Ale Arsenal – klub kuriozum – lepszy nie jest. To średniak europejski, by nie powiedzieć – słabiak. Więc raz, że żałosne to, że się cieszą, że mają Monaco. A dwa – to własnie Monaco może się cieszyć, że ma Arsenal. Ja tam mówię, że Monaco Angoli wyeliminują. Tak zgodnie z tradycją, że 1/8 to wyżyny dla ludzi Wengera. I jego samego.

Inaczej niż dla Basel. Ci tam się pięknie po tych pucharach rozbijają, bez szacunku dla nikogo, bez respektu dla świętości. Trzeba Manchester sir Alexa klepnąć? Klepią. Trzeba Liverpool pogonić? Proszę bardzo. Tottenham z Ligi Europejskiej przepędzić? Nic trudnego. Chelsea dwa razy w grupie ograć? Damy radę. Basel to rewelacja ostatnich lat w Europie, a że grają ofensywnie, bez kalkulacji, ciągle to przodu, to z Porto muszą sobie poradzić. Nie ma innego wyjścia. I niech sobie radzą – zasługują chłopaki.

I co tam jeszcze zostało? Aha, PSG – Chelsea. Tu najciekawiej zdecydowanie. Doskonały oddział Mourinho kontra świetni Francuzi. David Luiz przeciwko byłym kolegom. Ibra kontra Mourinho, były Ibry pryncypał z Interu. Nieźle się zapowiada. Niby PSG już do elity doszlusowało, ale czegoś wciąż brakuje, ostatniej kropki, nawet ten ostatni mecz na Camp Nou to pokazał, z byle jaką Barceloną. Mogli nie przegrać, zająć pierwsze miejsce, ale nie umieli. Więc jeśli chcą w końcu wskoczyć na wyższy poziom, ten najwyższy, to lepszej okazji nie mogli sobie wymarzyć. A Chelsea, niby zespół doskonały, niby na gwiazdkę mistrzostwo Anglii miał już świętować, ale jednak czasami zarzęzi. Będzie ciekawie. Będzie chyba najciekawiej tu.

O! Jeszcze Ligę Europejską rozlosowali. Młodzież z Ajaksu z Milikiem na pustą Łazienkowską przyjedzie się pokazać. Ale o tym to jutro może pogadamy”.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz