Zadzwonił do mnie wujek Staszek. Wujek Staszek to fan piłki
straszny, ale i straszny cynik. Mówił tak:
„No i jak tam po losowaniu, hm?
Znowu mogą marudzić ci, co uważają, że w Lidze Mistrzów ciągle to samo i to
samo. Bo dwie pary identyczne są jak przed rokiem. Real znów zagra z Schalke i
znów pewnie nawet za bardzo się nie spoci – odbębni dwa sparingi w tygodnia i
tyle. I dobrze tym Niemcom! Raz, że fuksem wyszli z grupy
kosztem Sportingu – pamiętasz ten wałek z meczu z Portugalczykami, jak im sędzia
wydrukował karnego z dupy na 4:3? Aż teorie spiskowe się pojawiły, że sędziowie
pomagają Niemcom, bo Gazprom ich (w sensie Niemców) potężny sponsoruje, tak
tak, ten sam, co jest strategicznym sponsorem Ligi Mistrzów. I Sportingowi tych
punktów zabrakło. A dwa – to właśnie ten Gazprom, niech odpadają kluby, które
mają takich fajnych dobrodziejów, jeszcze brakuje tego, żeby towarzysz Putin
się w pucharowe środy pojawiał w ichniejszej loży. Dwucyfrówka od Realu w
dwumeczu i aufwiederschein. Cy jak to tam się mówi.
No i Barcelona – City. Znów to
samo. I znów ciężko wskazać faworyta. City może marudzić, że los im nie sprzyja
w losowaniach. Albo do grup śmierci trafiają albo na potęgi od razu na wiosnę.
Ale to zawsze tłumaczenie glinianych kolosów, jak się jest dobrym, to się
przechodzi każdego bez marudzenia, jak się jest europejskim średniakiem, to się
wymyśla milion powodów, czemu się nim jest. To tak samo, jak Arsenal, ale to za
chwilę. Więc będzie stara śpiewka City, że znów trafili na potęgę i
odpadli, albo będzie wielki triumf. Tyle, ze Barcelonie do dawnej potęgi trochę
brakuje, zwłaszcza na tyłach i w pomocy, jak się Święta Trójca w ataku nie
spisze, to może być ciężko. Wyrównanie tu. Jedno jest pewne – kto odpadnie, ten
zwiększy swoje szanse w krajowej lidze. Cała wiosna bez pucharów, można się będzie skoncentrować na kraju, bo wiosenna sieczka w Europie wykrwawia konkretnie.
No, chyba że jest się
gladiatorami Diego Simeone. Ich nic nie wykrwawiało w zeszłym roku. Mistrzostwo
Hiszpanii i prawie wygrany finał Ligi Mistrzów. Trafili teraz na Leverkusen, na
spokojnie ich objadą. Nie łudźmy się – Niemcy mogą wypuszczać z grup wszystkie
cztery zespoły, ale dwa z nich to tylko przystawki, i tak Schalke jak i Bayer polegną
z ekipami z Madrytu bez szemrania. Simeone i jego wojownicy zbyt zaprawieni są
w bojach, żeby odpaść z drugim niemieckim garniturem.
Dortmund też powinien sobie
poradzić. Mogą leżeć na dnie Bundesligi, ale na konkretne wieczory na
najwyższym poziomie mobilizują się mistrzowsko. Czyli odwrotnie niż Juventus.
Ci mogą prawie nie przegrywać z nikim we Włoszech przez 3 lata, a w Lidze
Mistrzów biedują okropnie. Teraz wyjść im się udało, ale wyżej nie podskoczą,
mimo, że talentu mają więcej niż w Dortmundzie. Ale Kloppowy bend pogra jeszcze
trochę rock and rolla, nie wierzę, że nie. To ekipa stworzona do wielkich
meczów. Na Juventus wystarczy – i niech Włosi wracają tam, gdzie mogą
pokozaczyć, czyli na włoski zaścianek.
Nad Bayernem nie warto się
zastanawiać. Szkoda Szachtara, wielka szkoda. To fajna historia jest,
romantyczna taka. Wygnała ich wojna z Doniecka, tułają się po Lwowach jakiś,
stali się klubem całej Ukrainy. I świetnie kopią ci Brazylijczycy z Szachtara,
naprawdę dobrze. No, ale na Bayern to chyba za dużo. Chyba, bo w piłce nigdy nic
nie wiadomo, a historia byłaby jeszcze piękniejsza, jakby bezdomni ten wielki
Bayern, no wiesz.. Ja tam będę trzymał kciuki.
A! O Arsenalu miałem przecież
wspomnieć. Wenger niby w kościele wymodlić chciał, żeby tym razem nie wpaść na
silnych. Ale wiesz jak to jest, jak się jest słabym, to się prawie zawsze wpada
na silnych. I ten Arsenal jest od lat słaby, więc na kogo by nie wpadł - to
silniejszy. A jak się jeszcze nie umie nigdy grupy wygrać, to już w ogóle pod
górkę potem. Więc tak się te ofermy z Londynu przez lata tłumaczyły, że pech. A
ja bym im odpowiedział cytatem z Tarantino: - Jakbyście byli lepsi, to jeszcze byście żyli. Ale Arsenal – klub kuriozum – lepszy nie jest. To średniak
europejski, by nie powiedzieć – słabiak. Więc raz, że żałosne to, że się
cieszą, że mają Monaco. A dwa – to własnie Monaco może się cieszyć, że ma Arsenal. Ja
tam mówię, że Monaco Angoli wyeliminują. Tak zgodnie z tradycją, że 1/8 to
wyżyny dla ludzi Wengera. I jego samego.
Inaczej niż dla Basel. Ci tam się
pięknie po tych pucharach rozbijają, bez szacunku dla nikogo, bez respektu dla świętości.
Trzeba Manchester sir Alexa klepnąć? Klepią. Trzeba Liverpool pogonić? Proszę
bardzo. Tottenham z Ligi Europejskiej przepędzić? Nic trudnego. Chelsea dwa
razy w grupie ograć? Damy radę. Basel to rewelacja ostatnich lat w Europie, a
że grają ofensywnie, bez kalkulacji, ciągle to przodu, to z Porto muszą sobie
poradzić. Nie ma innego wyjścia. I niech sobie radzą – zasługują chłopaki.
I co tam jeszcze zostało? Aha,
PSG – Chelsea. Tu najciekawiej zdecydowanie. Doskonały oddział Mourinho kontra
świetni Francuzi. David Luiz przeciwko byłym kolegom. Ibra kontra Mourinho,
były Ibry pryncypał z Interu. Nieźle się zapowiada. Niby PSG już do elity
doszlusowało, ale czegoś wciąż brakuje, ostatniej kropki, nawet ten ostatni
mecz na Camp Nou to pokazał, z byle jaką Barceloną. Mogli nie przegrać, zająć
pierwsze miejsce, ale nie umieli. Więc jeśli chcą w końcu wskoczyć na wyższy
poziom, ten najwyższy, to lepszej okazji nie mogli sobie wymarzyć. A Chelsea,
niby zespół doskonały, niby na gwiazdkę mistrzostwo Anglii miał już świętować,
ale jednak czasami zarzęzi. Będzie ciekawie. Będzie chyba najciekawiej tu.
O! Jeszcze Ligę Europejską
rozlosowali. Młodzież z Ajaksu z Milikiem na pustą Łazienkowską przyjedzie się
pokazać. Ale o tym to jutro może pogadamy”.

Brak komentarzy :
Prześlij komentarz