Przyznawałem się już, jak strasznie lubię czekać na mecz, nieustannie zerkam na wszelkie możliwe terminarze, kalendarze, zapowiedzi, i na bieżąco aktualizuję
tabelę - po grach jeszcze nawet nierozpoczętych. Szperam i gmeram, by oceniać
szansę, ale i wiedzieć, kiedy w zwarcia wchodzić będzie waga superciężka. Spojrzałem w przyszłość Anglików. Osłupiałem.
Bo tak:
19.01:
Chelsea - Manchester United. 29.01:
Tottenham - Manchester City 03.02: Manchester City - Chelsea. 08.02: Liverpool
- Arsenal. 12.02: Arsenal - Manchester United. 22.02: Chelsea - Everton. 01.03:
Manchester United - Manchester City. 08.03: Chelsea - Tottenham. 15.03:
Manchester United - Liverpool. 22.03: Chelsea - Arsenal. 29.03: Arsenal -
Manchester City. 05.04: Everton - Arsenal. 12.04: Liverpool - Manchester
City…
Uff..
Tydzień
w tydzień, kolejka w kolejkę klinczuje się tam waga najcięższa, lub prawie
najcięższa. Anglicy każą myśleć o swojej lidze jako najlepszej na świecie także
przez to, że zmuszają nas do patrzenia, co weekend, na ichniejszy szlagier
godny pucharowych faz Ligi Mistrzów? Niemal nie zdarza się, by czołówka grała
ze sobą w jednej kolejce więcej niż raz, tak, jakby komputer losujący
wyspiarski terminarz miał świadomość, że szlagierów musi wystarczyć na cały
sezon i trzeba je rozkładać równomiernie. Nie można pozwolić sobie na luksus dwóch w jedne wolne od pracy. Święta
mają być co tydzień.
Premiere
League lśnić ma najjaśniej w każdy weekend, zapomnijcie Włosi, Niemcy, czy
Francuzi o swoich własnych szczytowaniach, zapomnijcie (jeśli w ogóle
pamiętacie) Azjaci o waszych największych przebojach, zapomnijmy my o meczach
naszych lokalnych kolosów. Wszystko, i wszystkich, i tak przebiją Wyspiarze – serwując
swój hit na hitami, przy którym reszta więdnie ledwie do wprawki,
rozgrzewkowego kopnięcia przed meczem właściwym.
Zresztą
nie tylko inne ligi zionąć muszą nienawistną zazdrością do odwracających od
siebie uwagę Angoli. Ile razy musieliście tłumaczyć, że owszem, spacer będzie (obiad
z rodziną, kino, wspólna joga i inne głupoty), ale nie akurat wtedy, kiedy idzie
Bardzo Ważny Mecz! I ile razy słyszeliście w odpowiedzi absurdalnie histeryczne:
Ty masz przecież co tydzień Bardzo Ważny Mecz!
Czas
przejrzeć na oczy – ignoranci mają racje. Już Anglicy o to zadbali..

Terminarz jest faktycznie fenomenalny. Co tydzien bardzo ważny mecz i weź to wytłumacz w chcie do tego co weekend Barca i cóż...wolnego czasu daj nam panie:)
OdpowiedzUsuńDziwi mnie inna rzecz, okno transferowe trwa, w Arsenaliku kontuzja goni kontuzje (jak nie Wolcott to Ramsey jak nie Rosicky to Vermalen jak nie Bendtner to poobijany jest Girou) a o wzmocnieniach nie słysze. Są plotki o Drexlerze ale wierze w nie słabo. Potrzebny jest napastnik i mysle ze Wenger to wie doskonale i co mysli ze po Ozilu kt zakupił w ostatnich sekundach rzutem na tasme mysli ze sprawe załatwił. K... ma taką szanse na mistrza, wydaje się ze klocki naprawde nie wymagją już wiele by zamienic się we flagowy zestaw Lego Technic ale poki co mamy nie kompletny zestaw lego duplo, czas dojrzec, w myśl maksymy nie włożysz nie wyciągniesz :)
Wenger kupuje last minute, może cenę chce tak zbić ;) Kiedyś czterech na raz tak wziął ostatniego dnia. Napastnik koniecznie, pytanie tylko - kto?
OdpowiedzUsuńZleży od priorytetów czy na lige mistrzów, wówczas koniecznie kogoś kto w niej nie grał choć przygoda z LM może długo nie potrwać wówczas ten aspekt można zbagatelizować i wziąść kogoś z myślą o angielskiej np Martinez z Porto, może powalczyć z Bayernem nie tylko w piłke ale i na rynku i pokósić Madziukicia, Rossi łupie wszedzie gdzie grał, Finnbogason w holenderskiej wali bude za budą a i w LM by pograł, takze wybór jest duży, odstosunkowałbym sie wkoncu od frncuskiej bo co Falcao weźmie?!
OdpowiedzUsuńRossi pół roku przerwy. No faktycznie, jest zagwozdka, bo powinien być to raczej ktoś nie na pół roku łatania dziur, ale z dłuższą perspektywą. Szkoda Veli, tak ładnie się rozegrał w Sociedad.
OdpowiedzUsuń