środa, 16 kwietnia 2014

Zaproszenie na Białoruś


Autor tego skromnego bloga jest zagorzałym kibicem. Ale oprócz tego jest też zagorzałym podróżnikiem. Jako kibica interesują go przede wszystkim światy elitarne – tam, gdzie poziom sportowy jest najwyższy. Ale jako podróżnika – odwrotnie – interesują go głównie przestrzenie niepopularne, często zacofane i – cywilizacyjnie – ułomne. 

Oraz takie, których obraz bardzo często zafałszowany jest przez media. Jak – to świetny przykład – Iran, który z telewizyjnego ekranu jawi się jako oaza radykalizmu i fanatyzmu, groźnego dla świata. Jak Liban, gdzie tylko smród, brud i wojna. Czy jak Białoruś, gdzie poza Łukaszenką, policyjnymi pałami, ubóstwem, to już nic. Z doświadczenia własnego wiem, że te medialne obrazy mają się tak do rzeczywistości, jak polska piłka do angielskiej – dwa odrębne światy. Z relacji wielu obieżyświatów, co to na nie jednym kontynencie już byli, słyszałem wielokrotnie, że nigdzie na świecie nie spotkali tak życzliwych ludzi, jak w Iranie, i w niewielu miejscach na świecie czuli się tak bezpiecznie, jak właśnie tam.

Jednak komuś, kto wiedzę o świecie czerpie z medialnego pudełka, albo rozhisteryzowanych okładek dzienników, pewnie ciężko będzie w to uwierzyć. Dla niego Iran, czy Białoruś, zawsze będą kojarzyły się groźnie i nieprzyjemnie, choć zapytany, dlaczego, pewnie nie będzie umiał odpowiedzieć. Nawet samemu sobie. Tak jest i tyle.

Dlatego warto wykorzystywać każdą okazję, by te medialne stereotypy obalać, sprawdzać rzecz samemu – zobaczyć, dotknąć, powąchać. Taka okazja nadarza się w przyszłym miesiącu z Białorusią. W Mińsku odbędą się Mistrzostwa Świata w Hokeju na Lodzie, a miłościwie Białorusinom panujący prezydent zdecydował, że każdy, kto posiadał będzie bilet na mecz, może bez wizy na Białoruś wjechać i przez miesiąc po Białorusi się przemieszczać.

Postanowiliśmy skorzystać z okazji, zwłaszcza, że bilety można w kilka chwili kupić przez Internet za niewielkie pieniądze, a z wizami podobno lekko nie było – raz, że dużo droższe, dwa, że ceregieli mnóstwo przy staraniu się o nie.

I tak zostaliśmy kibicami hokeja. Wejściówki mamy na mecz Kazachów z Niemcami 10.maja, ale pewności nie ma, czy nań dotrzemy. Bo plan zakłada zwiedzanie Białorusi rowerami. Jedziemy pociągiem do Grodna, bo wygodniej w ten sposób przekraczać z jednośladami granicę, a stamtąd, gdzie koła poniosą. Ogólny zarys jest taki, by zjeździć zachodnią część kraju, głównie szlakami polskiej literatury – więc i nad Niemnem będziemy, Świteź też chcemy zobaczyć, a i na zamek w Holszanach zawitać. I pewnie w wiele innych miejsc, o których istnieniu nie mamy teraz pojęcia.

Z dala jednak od głównych szlaków, zorganizowanych wycieczek, odizolowanych hoteli. Chcemy przede wszystkim być jak najbliżej Białorusi, a więc Białorusinów, ale nie ze stolicy i głównych miast, a raczej z prowincji. Wśród nich przebywać, z nimi jeść, u nich spać. I ich poznawać. Szczególnie, że na Kresach wciąż mieszka liczna Polonia, która w dodatku nie ma lekko. Poznanie tych ludzi, wsłuchanie się w ich historie, jeśli zechcą się nimi podzielić, to nie tylko zaszczyt, ale i obowiązek.

Zorganizowany przemysł turystyczny w zasadzie uniemożliwia poznanie miejsc, do których turystów zabiera. Wsadzają cię w czarter, odbierają na lotnisku, zawożą klimatyzowanym autokarem do miejsc odosobnienia i izolacji – strzeżonych kurortów będących własnością albo zagranicznego kapitału, albo miejscowych kacyków. Wszystko zorganizowane higienicznie i bezpłciowo. Płacisz za to, by nie myśleć, o nic się nie starać. I niczego o miejscu, w którym przebywasz się nie dowiedzieć.

Z nami, autorem tego skromnego bloga i jego kamratami, jest inaczej: chcemy wtopić się w odwiedzane przestrzenie możliwie najmocniej. Dlatego też wybieramy rower. Bo raz, że na sportowo, a dwa – rower nie pozwala na izolację, jak samolot, wynajęty samochód, czy autobus. Świat z perspektywy roweru to świat maksymalnie obiektywny, który jest na tyle blisko, by dać się dotknąć i zrozumieć. A to jest właśnie naszą ambicję.

Wyjechać zamierzamy w okolicach 5.maja, przebywać u sąsiadów chcemy około dziesięciu dni, choć ramy nie są sztywne i nie mają ograniczeń, jak będzie trzeba, to zostaniemy i dłużej.

Gdyby ktoś chciał dołączyć, miał jakieś pytania, sugestię, albo rady, wie o miejscach, do których warto zawitać i chciałby coś podpowiedzieć – zachęcam do kontaktu. Ale szczególnie namawiam do dołączenia do nas – doborowe towarzystwo, pyszna atmosfera i klawa przygoda – gwarantowane.         

2 komentarze :

  1. Możesz się zdziwić jak w tym cywilizowanym kraju (a jakże;) ) okaże się że w sklepach z muzyką/DVD i innymi dobrami doczesnymi można kupić oficjalne nagrania walk psów... I niestety to nie żart... a generalnie nigdy nie opowiadał jakiś strasznych rzeczy, prócz tego że poza stolicą bieda, aż piszczy...
    No i uważajcie bo Was wezmą za polskich agentów chcących wywołać rewolucję przeciwko Miszy...;p

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale kto opowiadał?

    Ps. Opcja ukrytej agentury jest brana pod uwagę, ale ostrożnie. Nie ma parcia na szkło ;)

    OdpowiedzUsuń