Autor
tego skromnego bloga jest zagorzałym kibicem. Ale oprócz tego jest też
zagorzałym podróżnikiem. Jako kibica interesują go przede wszystkim światy
elitarne – tam, gdzie poziom sportowy jest najwyższy. Ale jako podróżnika – odwrotnie – interesują go głównie przestrzenie
niepopularne, często zacofane i – cywilizacyjnie – ułomne.
Oraz
takie, których obraz bardzo często zafałszowany jest przez media. Jak – to
świetny przykład – Iran, który z telewizyjnego ekranu jawi się jako oaza radykalizmu
i fanatyzmu, groźnego dla świata. Jak Liban, gdzie tylko smród, brud i wojna. Czy
jak Białoruś, gdzie poza Łukaszenką, policyjnymi pałami, ubóstwem, to już nic. Z
doświadczenia własnego wiem, że te medialne obrazy mają się tak do
rzeczywistości, jak polska piłka do angielskiej – dwa odrębne światy. Z relacji
wielu obieżyświatów, co to na nie jednym kontynencie już byli, słyszałem
wielokrotnie, że nigdzie na świecie nie spotkali tak życzliwych ludzi, jak w
Iranie, i w niewielu miejscach na świecie czuli się tak bezpiecznie, jak właśnie
tam.
Jednak
komuś, kto wiedzę o świecie czerpie z medialnego pudełka, albo
rozhisteryzowanych okładek dzienników, pewnie ciężko będzie w to uwierzyć. Dla
niego Iran, czy Białoruś, zawsze będą kojarzyły się groźnie i nieprzyjemnie,
choć zapytany, dlaczego, pewnie nie będzie umiał odpowiedzieć. Nawet samemu
sobie. Tak jest i tyle.
Dlatego
warto wykorzystywać każdą okazję, by te medialne stereotypy obalać, sprawdzać
rzecz samemu – zobaczyć, dotknąć, powąchać. Taka okazja nadarza się w przyszłym
miesiącu z Białorusią. W Mińsku odbędą się Mistrzostwa Świata w Hokeju na Lodzie,
a miłościwie Białorusinom panujący prezydent zdecydował, że każdy, kto posiadał
będzie bilet na mecz, może bez wizy na Białoruś wjechać i przez miesiąc po
Białorusi się przemieszczać.
Postanowiliśmy
skorzystać z okazji, zwłaszcza, że bilety można w kilka chwili kupić przez Internet
za niewielkie pieniądze, a z wizami podobno lekko nie było – raz, że dużo droższe,
dwa, że ceregieli mnóstwo przy staraniu się o nie.
I tak
zostaliśmy kibicami hokeja. Wejściówki mamy na mecz Kazachów z Niemcami
10.maja, ale pewności nie ma, czy nań dotrzemy. Bo plan zakłada zwiedzanie
Białorusi rowerami. Jedziemy pociągiem do Grodna, bo wygodniej w ten sposób przekraczać
z jednośladami granicę, a stamtąd, gdzie koła poniosą. Ogólny zarys jest taki,
by zjeździć zachodnią część kraju, głównie szlakami polskiej literatury – więc
i nad Niemnem będziemy, Świteź też chcemy zobaczyć, a i na zamek w Holszanach zawitać.
I pewnie w wiele innych miejsc, o których istnieniu nie mamy teraz pojęcia.
Z
dala jednak od głównych szlaków, zorganizowanych wycieczek, odizolowanych
hoteli. Chcemy przede wszystkim być jak najbliżej Białorusi, a więc Białorusinów,
ale nie ze stolicy i głównych miast, a raczej z prowincji. Wśród
nich przebywać, z nimi jeść, u nich spać. I ich poznawać. Szczególnie, że na
Kresach wciąż mieszka liczna Polonia, która w dodatku nie ma lekko. Poznanie
tych ludzi, wsłuchanie się w ich historie, jeśli zechcą się nimi podzielić, to
nie tylko zaszczyt, ale i obowiązek.
Zorganizowany
przemysł turystyczny w zasadzie uniemożliwia poznanie miejsc, do których turystów
zabiera. Wsadzają cię w czarter, odbierają na lotnisku, zawożą klimatyzowanym
autokarem do miejsc odosobnienia i izolacji – strzeżonych kurortów będących
własnością albo zagranicznego kapitału, albo miejscowych kacyków. Wszystko zorganizowane
higienicznie i bezpłciowo. Płacisz za to, by nie myśleć, o nic się nie starać.
I niczego o miejscu, w którym przebywasz się nie dowiedzieć.
Z
nami, autorem tego skromnego bloga i jego kamratami, jest inaczej: chcemy
wtopić się w odwiedzane przestrzenie możliwie najmocniej. Dlatego też wybieramy
rower. Bo raz, że na sportowo, a dwa – rower nie pozwala na izolację, jak
samolot, wynajęty samochód, czy autobus. Świat z perspektywy roweru to świat
maksymalnie obiektywny, który jest na tyle blisko, by dać się dotknąć i zrozumieć.
A to jest właśnie naszą ambicję.
Wyjechać
zamierzamy w okolicach 5.maja, przebywać u sąsiadów chcemy około dziesięciu dni,
choć ramy nie są sztywne i nie mają ograniczeń, jak będzie trzeba, to zostaniemy
i dłużej.
Gdyby
ktoś chciał dołączyć, miał jakieś pytania, sugestię, albo rady, wie o
miejscach, do których warto zawitać i chciałby coś podpowiedzieć – zachęcam do
kontaktu. Ale szczególnie namawiam do dołączenia do nas – doborowe towarzystwo,
pyszna atmosfera i klawa przygoda – gwarantowane.

Możesz się zdziwić jak w tym cywilizowanym kraju (a jakże;) ) okaże się że w sklepach z muzyką/DVD i innymi dobrami doczesnymi można kupić oficjalne nagrania walk psów... I niestety to nie żart... a generalnie nigdy nie opowiadał jakiś strasznych rzeczy, prócz tego że poza stolicą bieda, aż piszczy...
OdpowiedzUsuńNo i uważajcie bo Was wezmą za polskich agentów chcących wywołać rewolucję przeciwko Miszy...;p
Ale kto opowiadał?
OdpowiedzUsuńPs. Opcja ukrytej agentury jest brana pod uwagę, ale ostrożnie. Nie ma parcia na szkło ;)