Pomyślałem
swego czasu, że przywitam wiosnę polskich ligowców tekścikiem o Semirze
Stiliciu, byłym przecież polskim ligowcu, który swego czasu zdecydował, że polskim
ligowcem być przestaje i rusza na podbój zagranicznych światów, których jednak,
podobnie jak inni jego wielcy poprzednicy (czytaj: zagraniczniacy, który
rzucili sobie nasze murawy do stóp), nie podbił wcale. I który wraca
spokorniały, by – znów! – z miejsca stać się wyróżniającym polskim ligowcem.
Stilica
dane
mi było – nie raz i nie dwa – podziwiać z bliska, z wysokości trybun. Zauroczył
mnie
od pierwszego u nas kopnięcia, bo kopał nie tylko z gracją, ale i
sensem, w
dodatku gracją i sensem jakby dla innych naszych ligowców niedostępnymi,
kopał
w dodatku na pozycji wybitnie wśród naszych ligowców deficytowej,
pozycji
mianowicie rozgrywającego. Dyrygował natarciami tamtego Lecha, co to bez
tradycyjnej polskiej nieśmiałości rozbijał się po Europie, notował
niczego
sobie liczbę asyst, głównie dzięki subtelnym prostopadłym podaniom, tak
obcym
przecież naszym rodzimym tuzom. Bił rzuty wolne ze znawstwem, chętnie
wymyślał
grę kombinacyjną, a uroku jego popisom dodawało przeczucie, że na boisku
niespecjalnie lubi się przemęczać, biega tyle, ile trzeba, i w ogóle
stroni od
bliskiego fizycznego kontaktu z rywalem, w których to zwarciach tak
rozkochany
jest nasz tradycyjny ligowiec polski.
Prezentował
inną, wyższą kulturę piłkarską, aż chciało się uwierzyć w plotki głoszące, że
na Semira juniora zwrócił swego czasu uwagę sam Arsene Wenger.
Miał
więc być Lech – i polska liga w ogóle – ledwie przystawką do tłustej Stilica
kariery międzynarodowej. Zainteresowanie Celtiku można było skomentować
prześmiewczą uwagą, że drwale z Glasgow to nie odpowiednie towarzystwo dla wytwornych
talentów Bośniaka, Bundesliga brzmiała już sensowniej, ale i to ledwie na
początek.
Nic
jednak z tego. Semir, po wyjeździe z Polski, kopał na chwałę Karpat Lwów – jak sam
twierdzi: wcale nieźle, ale ciężko się odnieść, poczynań Karpat na co dzień nie
śledzę, suche statystyki też nie powalają, więc lepiej je przemilczeć – oraz Gaziantepsporu,
gdzie głównie ugniatał ławkę. I wraca do nas tak szybko, jak szybko zdał sobie
sprawę, że na karierę światową nie ma szans.
Drwić
z Bośniaka nie zamierzam, jest kolejnym obcokrajowcem, który – mniej lub
bardziej – wyróżnił się na polskich boiskach, by zniknąć niemal całkowicie po
ich opuszczeniu. Jak niegdysiejszy król strzelców Stanko Svitlica. Jak Robert Demjan,
który w poprzednim sezonie ustrzelił całe 14 (słownie: czternaście) goli, co
dało mu nie tylko szlachetny tytuł króla strzelców, ale i napastnika sezonu, i
w ogóle piłkarza sezonu! I który dziś strzela ku radości kibiców belgijskiego
Waasland-Beveren, choć strzela średnio raz na niemal 10 (słownie: dziesięć)
godzin. Według transfermarkt.pl trafił dwa razy w ciągu 974 minut gry..
Albo
Rudnevs, który zaczął całkiem całkiem w HSV, by w tempie ekspresowym obsuwać
się coraz niżej.
Albo
Tonev, którego popisy w przeciętnej przecież, jak na standardy angielskie,
Aston Villi zmieściłyby się w zbitce krótszej od pamiętnej walki Andrzeja
Gołoty.
Albo
Maor Melikson, którego niektórzy widzieli jako zbawienie reprezentacyjnego
środka pola, a który pod odejściu z Wisły gra w Valenciennes, ale czy gra i jak
gra, to trzeba dopytywać fanatyków ligi francuskiej, bynajmniej nie dlatego, że
jest się niedzielnym tylko kibicem.
Przywołuję nazwiska na szybko, cała bowiem notka powstaje na szybko, bez gruntownego wcześniej
przygotowania – o inne przykłady można się pokusić w dyskusji pod nią – w oczy
bowiem bije od lat, jak łatwo naszym obcym podbić nadwiślańskie murawy i jak
więdną niemal od razu po wyjeździe. Nawet rodzynek w tym zestawieniu, Kalu
Uche, choć podbijał, wymagające przecież, boiska hiszpańskie z klasą, to jednak
głównie w miernej Almerii, by w nagrodę wybiegać sobie transfer jedynie do stambulskiego
tła (Kasimpasa). Żaden nie zaczepił się w drużynie choćby – na zachodnie
standardy – solidnej na tyle, by regularnie pojawiać się w europejskich
pucharach, żaden nie został ważnym punktem choćby średniaka (poza Uche).
Wszyscy gaśli za granicą tak szybko, jak rozbłyskiwała ich gwiazda u nas.
Z
notką o Stilicu się wstrzymałem, chciałem utwierdzić się w prześladującym mnie
przedwiosennym podejrzeniu, że Bośniak z miejsca stanie się wyróżniającym
graczem bijącej się przecież o mistrza Wisły. I wstępne kopy przypuszczenie
potwierdziły – w Gliwicach nasz bohater wywalczył decydujący rzut karny, w
derbach wbił Cracovii gola i dołożył asystę. Natychmiast rozbrzmiały zachwyty
nad słynnym nosem Smudy, który zakontraktował piłkarza, odżyły ochy i achy nad nowym
starym gwiazdorem, natrząsać zaczęto się z nieudolności Lecha, który Semirowi
kontraktu dać nie chciał, choć ten się ładnie uśmiechał.
I w
zasadzie nie wiem – cieszyć się, że Stilic znów wzbogaci swoimi technicznymi
popisami ubogą w tej materii ligę, czy smucić, że Bośniak jest kolejnym
kompromitującym jej poziom? Poziom, który pozwala byle lepszemu w prostym
kopnięciu piłki stawać się jej sztandarową postacią, która w mig potrafi
zawładnąć naszą wyobraźnią, dość lichą, bo uszytą na nadwiślańską miarę.
Nie
umiem rozstrzygnąć, jak i tego, czy kadra nasza dobrze wylosowała grupę eliminacji
Euro 2016, czy jednak nie. Tradycyjny nasz patriotyzm i niechęć do Germańca
każe ostrzyć szable, by w końcu – po raz pierwszy w historii – pochlastać
niemieckiego tanka, ja mam marzenia skromniejsze, skrojone właśnie na ligową miarę, nawet nie takie, by poobijać
wyspiarzy ze Szkocji, czy Irlandii, pragnę mianowicie chociaż wyraźnie popokonywać
Gibraltar. Wcale to bowiem takie nieoczywiste, powstawanie nowych futbolowych państewek
generalnie wielu przeraża, bo z miejsca zagrażają naszym zuchom, spójrzcie na
te wszystkie Bośnie, Czarnogóry, za chwilę może Kosowa, które nie tylko gładko
punktów nie oddadzą, ale nawet już awans na mundial umiały zwojować. Więc czemu niby
szczęśliwie wylosowaliśmy Gibraltar? Półwysep Iberyjski wyjątkowo dobrze umie obchodzić się z piłką, obawiam się, że nawet na tak małym jego skrawku znajdzie się
talentów na tyle, by lekko nie było. Poważnie – poważnie się obawiam..

a czy o tragikomizmie powrotu Stilica nie świadczy fakt, że on wraca w glorii jako takiej gwiazdy i od razu gra? koleś dostał po plecach na zachodzie, wraca i tu z marszu gra pierwsze skrzypce. to ja się pytam, gdzie jest pomocnik, którego ten Stilic musiał wygryzc ze składu? gdzie był/jest ten jego następca w jednym z najlepszych co by nie było klubów xtraklasy? MOże WIsła sprzedała go przed sezonem za kilka milionów Euro? Piłkarski poziom tragedii i rozpaczy nie poprawił sięod kilku lat zupełnie, poprawił się jedynie odbiór marketingowy produktu dzięki otoczce stadionów i realizacji TV. kopacze wykonują pracę (kurwa pracę bo to nader często nie jest ich pasja) na poziomie miernym, ale więcej nie muszą skoro wszyscy są zwyczajnie beznadziejnie słabi. jak zmotywować do pracy Koseckiego, skoro ten po jednym sezonie nie wybitnym ale niezłym jezdzi obecnie panamerą? abstrahując cech osobowościowych, czy to jest w porządku? czy to jest normalne?
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawe pytania faktycznie. Mnie osobiście polska liga przerasta, nie potrafię zazwyczaj jej sprostać intelektualnie, więc nie podejmę się mędrkowania, ale z tym Koseckim to faktycznie - jeden sezonik niczego sobie i od razu król życia ;)
OdpowiedzUsuńPanowie, grają to zarabiają :)
OdpowiedzUsuńtylko co wygrywają???
OdpowiedzUsuńPanowie, ale podobno rynek wszystko weryfikuje jak należy ;)
OdpowiedzUsuńtak... rynek wtórny;)
OdpowiedzUsuńPosądzałem siebie o minimalizm, że nie marzę o poobijaniu Szkotów i Irlandczyków i chyba - po wczorajszym meczu kadry ze Szkotami właśnie - słusznie. Ale moje skromne marzenie o wygranych z Gibraltarem aktualne, nie rezygnuję z niego - wczoraj Gibraltar przegrał z Estonią 0:2, więc chyba są w zasięgu. Chociaż to dopiero ich początki, pewnie się docierają, trochę czasu do meczu z nami jest, więc nie ma co wpadać w hurraoptymizm. A Kosowo nie przegrało, remisik z Haiti na początek, spraw Panie, by jak najdłużej trzymała ich FIFA poza oficjalnymi rozgrywkami, jedno zagrożenie mniej..
OdpowiedzUsuńPanowie, nie oglądam kadry tym bardziej nie wypada mi komentować gry tegoż wybitnego zespołu. Co za tym idzie, mam na nich wyjebane! Trener, zespół, pzpn co tu zresztą komentować to wszystko puka w dno od spodu..brak słów.
OdpowiedzUsuńz jako takiej ciekawości i obejrzałem 1. połowę i umarłem. Znalazłem za to jeden pozytyw: nie obejrzę już żadnego meczu w wykonaniu polskich kopaczy przez bardzo długi czas. Obiecuję sobie, słowa dotrzymam i z całego serca życzę im jak najgorzej czyli tak, jak prezentują się od kilku lat. Ale najbardziej wkurwia mnie pompowanie przez media tematu i zaraz się okaże, że my to jednak może jakoś będziemy w stanie wygrać na Wembley;)
OdpowiedzUsuńZ Niemcami! ;)
OdpowiedzUsuńPs. Niebywały jest jednak kolejny komplet na Narodowym, na kopaninie towarzyskiej. Jak to rozumieć? Takie jest jednak zapotrzebowanie na piłkę międzynarodową? Że nowy stadion? Że jest klient piłkarski jednak, który idzie na coś takiego? Czemu ich nie ma na lidze? W ogóle ją śledzą? W ogóle to kibice piłkarscy, czy raczej chodzi o rozrywkę, event, o którym mówią media? Nic z tego nie kumam..